Lekcja

Dzisiejszą lekcje poprowadzi Departament.Store

Poraz kolejny mieliśmy okazje spotkać z uczniami ostatnich klas szkoły podstawowej w ramach projektu Katowice Miasto Fachowców. Opowiadamy bez lukru o początkach marki, o tym jak to jest być kaletnikim i kto nim może być, ale również o tym, z czym związane jest prowadzenie właśnej firmy. Jeżeli chcecie o tym przeczytać przesuńcie tekst niżej.

Jaki mam być, aby…?

Pierwsze moje pytanie, które zadałam uczniom to jaki powinien być kaletnik? Padło wiele stwierdzeń. Powinien być cierpliwy, spokojny, poukładany, mieć wyczucie stylu, skrupulatny, dokładny… Mogłabym przytaczać bez końca, ale w żadnym z tych stwierdzeń nie znalazłam swoich cech. Czy to oznacza, że nie nadaje się do tego zawodu? Odpowiedź pozostawię Wam. Natomiast celowo sprowokowałam moich słuchaczy tym pytaniem, po to, żeby zobaczyli, że często mamy pewne wyobrażenia dotyczące zawodów, a czasami nawet samego siebie, które nijak się ma do rzeczywistości. Porzućmy mit, dotyczący tego, że żeby kimś być, coś osiągnąć trzeba być jakimś. Taki jaki jesteś drogi nastolatku, czy nawet dorosły czytający ten tekst w zupełności wystarczy.  

Uczymy się poprzez doświadczanie

Musimy najpierw czegoś doświadczyć, żeby się czegoś nauczyć. Rozmawiając z uczniami zależało mi, aby im pokazać, że to wszystko co widzą będąc w moim showroomie w Galerii Szyb Wilson i w dużej jasnej pracowni, że to zbudowałam na ogromnej ilości „porażek” i niepowodzeń. Opowiadałm im o pierwszych moich targach w Warszawie i niesprzedanej ani jednej rzeczy, o problemach wynikających z tego, że jestem samoukiem w tym zawodzie i nie znałam nikogo, kto mógł mnie nauczyc czegokolwiek, o brakach w maszynach i jakich używałam przez to zamienników. 

Praca

Były też zajęcia praktyczne, w ruch szedł młotek, wybijaki, szyliśmy na maszynie. Było sporo zabawy. Podkreślaliśmy przy tym jaką wartość mają takie przedmioty wykonane od początku do końca własnoręcznie. Chceliśmy, też wzbudzić w nich zapał by szli w takie kierunki jeżeli tylko czują, że jest to coś dla nich. Zachęcaliśmy do poszukiwań, do podajmowania licznych prób, by znalezli swoją pasję, którą być może zmnienią w zawód.

Naszą filozofią, jako marki jest też budowanie świadomości wśród naszych odbiorców. Świadomości związanej z tym, jak wygląda zawód kaletnika od kuchni, jaki przeszkody pojawiaja w trakcie prowadzenia takiej firmy ( brak szkół, kursów, kaletników) oraz edukacja najmłodszych, a także wywieranie wpływum którego efektem będzie powrót do korzeni i zwykłych, a zarazem niezwykłych zawodów. Dlatego jesteśmy otwarci na tego typu inicjatywy, chcemy motywować i być motywowanym. Dla młodych osób była to niezła frajda, ale tak szczerze mówiąc dla nas też!

 

Ponadto chcieliśmy, żeby wyszli od nas z czymś wiecej niż tylko własnoręcznie zrobionym drobiazgiem, mamy nadzieję ze się nam to udało.

„Przyszedłem tu, bo zainteresowało mnie kaletnictwo i szycie – to były główne powody, dla których wziełem udział w warsztatach. Robimy breloczki i dowiadujemy się wielu ciekawych informacji. Bardzo mi się podoba jest jeszcze lepiej niż myślałem.”

Dominik, uczeń szkoły, który brał udział w wizycie studyjnej.

Dzisiejszą lekcje poprowadzi Departament.Store Poraz kolejny mieliśmy okazje spotkać z uczniami ostatnich klas szkoły podstawowej w ramach projektu Katowice Miasto Fachowców. Opowiadamy bez lukru o początkach marki, o tym jak to jest być kaletnikim i kto nim może być,...

19 listopada 2021 roku Galeria Szyb wilsonDebiut  Stała ekspozycjaW listopadzie w historii Departament  Store miało miejsce przełomowe wydarzenie. Nie było to jedynie otwarcie showroomu ale rozpoczęcie nowego rozdziału, który będziemy tworzyć razem  z Wami w bardziej...

Pasek na miarę, czyli po co kaletnikowi młotek

Pasek na miarę, czyli po co kaletnikowi młotek

Spotkałam na swojej drodze zawodowej kilku kaletników z wykształcenia i z zawodu. Jeden szczególniezapadł mi w pamięci. Otóż, gdy robił dla mnie zlecenie wykroju modeli na torebki ochoczopowędrowałam za nim do jego warsztatu. Zatrzymał mnie szybciej niż szłam i...

19 listopada 2021 roku Galeria Szyb wilson

Debiut 

Stała ekspozycja

W listopadzie w historii Departament  Store miało miejsce przełomowe wydarzenie. Nie było to jedynie otwarcie showroomu ale rozpoczęcie nowego rozdziału, który będziemy tworzyć razem  z Wami w bardziej bezpośredni, namacalny sposób niż dotychczas.

Lokal do którego chcemy Was zaprosić znajduje się w industrialnej przestrzeni Galerii Szybu Wilson.

To nie tylko miejsce, ale żywy obraz, instalacja, przestrzeń twórcza w której będziecie pełnić różne role. Czasami spotykać się będziemy z Wami, jak z odbiorcami naszych usług, klientami, widzami tego, co dla Was przygotujemy, uczestnikami wydarzeń, a nawet dzięki licznym warsztatom z artystami, twórcami.

Zapraszamy na spotkania z desingiem i innymi formami sztuki.  Chcemy prezentować nie tylko własną twórczość, ale i innych. Inicjować spotkania, rozmowy, działania, inspirować i być inspirowanym.

Ci którzy byli z nami w  wieczór otwarcia mogli się przekonać jak niezwykła, nieoczywista jest to przestrzeń. Efekt jaki możecie dziś oglądać jest zasługą nieprzeciętnego projektanta z firmy Ttarchitect Wojtka, który przyjechał na te zlecenie prosto z Berlin, gdzie na co dzień prowadzi firmę projektową.

Na początku wszystko było oklejone folią malarską, było to bezpośrednie odniesienie do czasu remontu. Budowało to zaciekawienie i skłaniało do rozważań na temat tego co jest pod nią. Gra cieni oraz halogenowe światło tylko potęgowało te uczucia.  Na przeciwko „sceny” było miejsce na widownie, która znajdowała się w części magazynowej. Odsłonięta kurtyna, która dzieli showroom od magazynu sprawiła że znalazło się dodatkowe miejsce na krzesła. Po drugiej stronie za srebrnymi zasłonami był catering     z szampanem, który przygotowała dla nas firma Food Truck White Rabbit. Wisienką na torcie była muzyka, która idealnie się wkomponowywała w tło.  

Zamieszczone zdjęcia wykonała firma Black pelikan, która również była dla nas ważnym gościem podczas tego wydarzenia.

Pasek na miarę, czyli po co kaletnikowi młotek

Pasek na miarę, czyli po co kaletnikowi młotek

Spotkałam na swojej drodze zawodowej kilku kaletników z wykształcenia i z zawodu. Jeden szczególnie
zapadł mi w pamięci. Otóż, gdy robił dla mnie zlecenie wykroju modeli na torebki ochoczo
powędrowałam za nim do jego warsztatu. Zatrzymał mnie szybciej niż szłam i powiedział: Dla mnie mój
warsztat to moja przestrzeń, a nie miejsce spotkań. Zaskoczył mnie ogromnie. Zostało mi jedynie czekać
w poczekalni i snuć wyobrażenia i fantazje na temat tych wszystkich maszyn i narzędzi. To zdanie
sprawiło, że długo zastanawiałam się, czy powinnam pokazywać komuś swoją przestrzeń pracy, czy
zapraszać innych i przedstawiać im jak pracuję. Wszystko się zmieniło we mnie, gdy przeobraziłam to,
co na zewnątrz, a mianowicie, gdy zobaczyłam mój lokal przy pierwszych oględzinach. Pomyślałam
wtedy…”Chcę, aby te miejsce wypełniali inni ludzie, aby mogli poczuć to co ja, kiedy siedzę przy
maszynie. Chcę zaprosić ich do stołu.”

Tak właśnie w niedzielę 18 lipca spotkaliśmy się przy kaletniczym stole z trzema osobami. Zarówno dla
uczestników, jak i dla mnie było to nowe doświadczenie. Nikogo wcześniej nie gościłam przy nim, mało
tego, nikomu nie pokazywałam jak pracować przy skórze. To, co się pojawiło w trakcie spotkania
przerosło moje oczekiwania. Stworzyła się fantastyczna atmosfera, w której łamaliśmy własne
przekonania na temat zdolności manualnych oraz tego, kto je ma lub nie ma i na czym one właściwie
polegają.

Każda z osób zrobiła dwa naprawdę kapitalne paski, każdy był inny, każdy szczególny.
Zrobiony własnymi rękami od samego początku do samego końca.

Skórę trzeba było najpierw wyrównać. Potrzebowaliśmy paskarki. Póżniej każdy kawałek skóry
trzeba było przygotować, przyciąć małe skrawki na krawędziach, następnie młotek i inne narzędzia szły
w ruch. Jeden pasek był uniwersalny, drugi robiony był na swoją miarę.

Na warszatach można było też
zobaczyć w jaki sposób jako firma podchodzimy do małych, drobnych elementów skóry, które nam
zostały przy produkcji. Te skrawki skóry okazały się bardzo cenne i uruchomiły wyobraźnię. Uczestnicy
zrobili z nich bransoletkę.

Trzy godziny rozmów, kilka filiżanek kaw, kąsków ciasta upieczonego przez
naszą Basię, która również dba o nasze rośliny w pracowni i finalnie uczystnicy wyszli z trzema
własnoręcznie zrobionymi produktami oraz pudełkiem, które można używać powtórnie.

Podczas tego spotkania towarzyszyła nam Marta, która stała po drugiej stronie aparatu. (marta chrobak (@chrobaczka) • Zdjęcia i filmy na Instagramie)

„Czuje się zainspirowana do dalszej twórczej pracy, chcę się zapisać na kolejne i kolejne
warsztaty.”

Dorota

” Dawno nie byłam na wydarzeniu, przy którym czułabym taką atmosferę panującą przy tym
właśnie stole. Chce siadać przy nim częściej.”

Basia

„Zaskoczeniem było ile czynności trzeba wykonać by powstał na pozór prosty przedmiot, przez co satysfakcja z wykonania go samodzielnie jest jeszcze większa. Przekazaliście nam sporo wiedzy, a wszystko to w miłym towarzystwie i świetnej atmosferze.”

Joasia

” Świetnie się Was obserwowało, następnym razem sama chcę być w roli uczestnika.”

Marta - fotograf

Mamy dla Was ciekawy plan następnego wydarzenia! Śledźcie nasze media społecznościowe. Co do warsztatów z paska na miarę pojawią się jeszcze w sierpniu!

Nasza pracownia

Nasza pracownia

Naszą pracownie mamy w rodzinnym domu. Zaczynaliśmy od jednego pomieszczenia z zeszytem pełnym rysunków i projektów. Teraz to wygląda już zupełnie inaczej.

Centralnym miejscem w pracowni jest stół przy którym się zbieramy, dyskutujemy, snujemy wizje marki. Wokół niego kreci się całe życie naszej pracowni. Tuż za nim mamy regały ze wszystkimi narzędziami. Są tutaj różnego rodzaju młotki, wybijaki i kowadełka, nitownica, paskarka, noże krojcze, jak na porządny warsztat przystało. Te sprzęty są bardzo potrzebne do codziennej pracy, ale wszystkich też nie sposób wymienić. Przy ścianach maszyny: Ścieniarka, maszyna do szycia skóry, maszyna do materiałów ciężkich, overlock, złociarka. Większość z nich kupiłam używane, poznałam część ich historii, a często też i poprzednich właścicieli. 

Wcześniej wszystkie moje projekty wykonywałam od początku do końca sama. Wymyślałam modele, wycinałam, zszywałam i wykańczałam produkt. Pracy z czasem było coraz więcej, marka stała się coraz bardziej rozpoznawalna nawet poza granicami kraju, co bardzo mnie cieszyło, ale też skłoniło do poszukania nowych rozwiązań. Po licznych próbach udało mi się znaleźć osobę, która wraz ze swoim małym zespołem wykonuje dla mnie większość moich produktów. Teraz zajmuję się tylko projektowaniem i wykonywaniem prototypów lub zamówień specjalnych natomiast całą resztę wykuje dla nas Pan Wojtek, którego zawodowe motto brzmi „nie ma problemu” 

W pomieszczeniu obok mamy regały ze skórą oraz magazyn gotowymi produktami. Nie jest on duży. Przygotowujemy wszystko w małych partiach często specjalnie dla Ciebie.

Następne pomieszczenie to małe studio fotograficzne, w którym kręcimy dla Was krótkie filmiki lub zdjęcia na nasze media społecznościowe.