Pasek na miarę, czyli po co kaletnikowi młotek

Pasek na miarę, czyli po co kaletnikowi młotek

Spotkałam na swojej drodze zawodowej kilku kaletników z wykształcenia i z zawodu. Jeden szczególnie
zapadł mi w pamięci. Otóż, gdy robił dla mnie zlecenie wykroju modeli na torebki ochoczo
powędrowałam za nim do jego warsztatu. Zatrzymał mnie szybciej niż szłam i powiedział: Dla mnie mój
warsztat to moja przestrzeń, a nie miejsce spotkań. Zaskoczył mnie ogromnie. Zostało mi jedynie czekać
w poczekalni i snuć wyobrażenia i fantazje na temat tych wszystkich maszyn i narzędzi. To zdanie
sprawiło, że długo zastanawiałam się, czy powinnam pokazywać komuś swoją przestrzeń pracy, czy
zapraszać innych i przedstawiać im jak pracuję. Wszystko się zmieniło we mnie, gdy przeobraziłam to,
co na zewnątrz, a mianowicie, gdy zobaczyłam mój lokal przy pierwszych oględzinach. Pomyślałam
wtedy…”Chcę, aby te miejsce wypełniali inni ludzie, aby mogli poczuć to co ja, kiedy siedzę przy
maszynie. Chcę zaprosić ich do stołu.”

Tak właśnie w niedzielę 18 lipca spotkaliśmy się przy kaletniczym stole z trzema osobami. Zarówno dla
uczestników, jak i dla mnie było to nowe doświadczenie. Nikogo wcześniej nie gościłam przy nim, mało
tego, nikomu nie pokazywałam jak pracować przy skórze. To, co się pojawiło w trakcie spotkania
przerosło moje oczekiwania. Stworzyła się fantastyczna atmosfera, w której łamaliśmy własne
przekonania na temat zdolności manualnych oraz tego, kto je ma lub nie ma i na czym one właściwie
polegają.

Każda z osób zrobiła dwa naprawdę kapitalne paski, każdy był inny, każdy szczególny.
Zrobiony własnymi rękami od samego początku do samego końca.

Skórę trzeba było najpierw wyrównać. Potrzebowaliśmy paskarki. Póżniej każdy kawałek skóry
trzeba było przygotować, przyciąć małe skrawki na krawędziach, następnie młotek i inne narzędzia szły
w ruch. Jeden pasek był uniwersalny, drugi robiony był na swoją miarę.

Na warszatach można było też
zobaczyć w jaki sposób jako firma podchodzimy do małych, drobnych elementów skóry, które nam
zostały przy produkcji. Te skrawki skóry okazały się bardzo cenne i uruchomiły wyobraźnię. Uczestnicy
zrobili z nich bransoletkę.

Trzy godziny rozmów, kilka filiżanek kaw, kąsków ciasta upieczonego przez
naszą Basię, która również dba o nasze rośliny w pracowni i finalnie uczystnicy wyszli z trzema
własnoręcznie zrobionymi produktami oraz pudełkiem, które można używać powtórnie.

Podczas tego spotkania towarzyszyła nam Marta, która stała po drugiej stronie aparatu. (marta chrobak (@chrobaczka) • Zdjęcia i filmy na Instagramie)

“Czuje się zainspirowana do dalszej twórczej pracy, chcę się zapisać na kolejne i kolejne
warsztaty.”

Dorota

” Dawno nie byłam na wydarzeniu, przy którym czułabym taką atmosferę panującą przy tym
właśnie stole. Chce siadać przy nim częściej.”

Basia

“Zaskoczeniem było ile czynności trzeba wykonać by powstał na pozór prosty przedmiot, przez co satysfakcja z wykonania go samodzielnie jest jeszcze większa. Przekazaliście nam sporo wiedzy, a wszystko to w miłym towarzystwie i świetnej atmosferze.”

Joasia

” Świetnie się Was obserwowało, następnym razem sama chcę być w roli uczestnika.”

Marta - fotograf

Mamy dla Was ciekawy plan następnego wydarzenia! Śledźcie nasze media społecznościowe. Co do warsztatów z paska na miarę pojawią się jeszcze w sierpniu!

Nasza pracownia

Nasza pracownia

Naszą pracownie mamy w rodzinnym domu. Zaczynaliśmy od jednego pomieszczenia z zeszytem pełnym rysunków i projektów. Teraz to wygląda już zupełnie inaczej.

Centralnym miejscem w pracowni jest stół przy którym się zbieramy, dyskutujemy, snujemy wizje marki. Wokół niego kreci się całe życie naszej pracowni. Tuż za nim mamy regały ze wszystkimi narzędziami. Są tutaj różnego rodzaju młotki, wybijaki i kowadełka, nitownica, paskarka, noże krojcze, jak na porządny warsztat przystało. Te sprzęty są bardzo potrzebne do codziennej pracy, ale wszystkich też nie sposób wymienić. Przy ścianach maszyny: Ścieniarka, maszyna do szycia skóry, maszyna do materiałów ciężkich, overlock, złociarka. Większość z nich kupiłam używane, poznałam część ich historii, a często też i poprzednich właścicieli. 

Wcześniej wszystkie moje projekty wykonywałam od początku do końca sama. Wymyślałam modele, wycinałam, zszywałam i wykańczałam produkt. Pracy z czasem było coraz więcej, marka stała się coraz bardziej rozpoznawalna nawet poza granicami kraju, co bardzo mnie cieszyło, ale też skłoniło do poszukania nowych rozwiązań. Po licznych próbach udało mi się znaleźć osobę, która wraz ze swoim małym zespołem wykonuje dla mnie większość moich produktów. Teraz zajmuję się tylko projektowaniem i wykonywaniem prototypów lub zamówień specjalnych natomiast całą resztę wykuje dla nas Pan Wojtek, którego zawodowe motto brzmi “nie ma problemu” 

W pomieszczeniu obok mamy regały ze skórą oraz magazyn gotowymi produktami. Nie jest on duży. Przygotowujemy wszystko w małych partiach często specjalnie dla Ciebie.

Następne pomieszczenie to małe studio fotograficzne, w którym kręcimy dla Was krótkie filmiki lub zdjęcia na nasze media społecznościowe.